W krajobrazie po pierwszej turze wyborów prezydenckich najciekawsze były mapy poparcia dla obu głównych kandydatów: kraj podzielony na dwoje, jako żywo przypominający Polskę po III rozbiorze zabór rosyjski i austro-węgierski, czyli regiony największej biedy, zacofania i kołtuństwa dla Jarosława, zabór pruski region o większym rozwoju cywilizacyjnym, gospodarny i przedsiębiorczy dla Bronka. Coś w tym musi być...
Ciekawe, choć mało istotne z punktu widzenia wyniku wyborczego, było rozłożenie się głosów na obczyźnie. W USA gdzie trzon emigracji stanowią wychodźcy z Galicji i Podlasia, a więc jako się rzekło z regonów biedy, obskuranctwa i ciemnoty murem za Bratem Pańskim, emigracja w Europie tu bardziej wymieszana, młodsza i bardziej dynamiczna, za Komorowszczakiem.
No i nieszczęsny Napieralski. Działający w imię zasady: kto rano wstaje, temu jabłko daje...
Jest dla mnie też jasne, że o dobrym Wyniku Małego Rycerza zadecydowała nie żadna trauma po katastrofie smoleńskiej, czy atrakcyjność programu, że o samym Jarosławie Wielkim nie wspomnę, ale sprawa bardzo prozaiczna... publiczna telewizja i radio. Przechwycone w łajdackim pakcie czerwonej i czarnej sotni -przez PiSuar i komunistów. Czyli media o największym zasięgu w kraju. Chłopstwo z Podlasia, czy z Gosiewszczyzny nie ma szans żeby oglądać TVN czy Polsat, bo sygnał tych stacji jest tam lichy, albo nie ma go wcale. Lud ciemny, wytresowany niczym psy Pawłowa, przywykł, że prawdziwe wiadomości w telewizji są o 19.30, a w radio w samo południe grają hejnał, a potem jest audycja z kraju i ze świata, czyli krynica wiedzy wszelakiej...
Na czele informacji TVP stanął wierny i dyspozycyjny kapciowy Braci Mniejszych Jacek Karnowski, a publicystyką a Polskiem Radio zarządza inny Prawdziwy Polak Staś Janecki, niegdysiejszy naczelny Wprost, za którego kadencji ten tygodnik przypominał jakiś organ służb specjalnych kierowanych przez obłąkanego Antosia Macierewicza.
Karnowski, wspierany przez przez dyspozycyjnych żurnalistów wśród których wyróżniają się niejaki Pyza i Dziubka ( wspierani w boju przez osławionego publicystę Pospieszalskiego) robili dobrze Prawdziwym Polakom wykorzystując do granic maksimum osławiony samolot ( tu inspirowani przez PiSuarową Trybunę Ludu Rzepę i Nasz Dziennik) i robiąc koło pióra Bronkowi. Informacje TVP robione za w myśl dyrektyw goebbelsa propagandy IV RP, chronicznego kłamcy i oszczercy Jacka Kurskiego:gadać bzdury, a ciemny motłoch i tak to kupi...
Więc faszeruje się tę ciemnotę, epatuje wciąz nowemi i odkrywczemi głupotami w sprawie śledztwa o katastrofie, łagodnie wspierając faktycznego koalicjanta, młodego komunistę Napierlaszczaka.
Donald miał możliwość zrobić porządek z tym publicznym grajdołem (w którym publiczne pieniądze idą na opłacanie podejrzanego autoramentu kurewek podających się za dziennikarki, albo wypłacanie sążnistych odpraw dla gwiazd menadżerskich patrz niejaki Sobala), a jeśli tego nie zrobił w porę, to sam sobie jest winien i teraz ma za swoją głupotę.
Jest zadziwiającym paradoksem i to, że kler katolicki poparł Kaczora, który sam deklaruje się nieustannie jako wierny syn Kościoła, co ma swoistą pikanterię: bo oto bezżenny sześćdziesięciolatek o co najmniej niesprecyzowanych preferencjach, traktowany jako wzór cnót katolickich (że o nieustannym łamaniu przykazań nie wspomnę nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu!). Z drugiej strony, skoro Kościół jest co i rusz wstrząsany kolejnymi aferami pedofilskimi i homoseksualnymi, być może Kaczyński jest naprawdę na właściwym miejscu?
Za to Bronisław przykładny mąż i ojciec pięciorga dzieci, jakoś ni jak nie może spotkać się z poparciem z ambon. Ot, jaki kościół, takie poparcie...
I szpitale! Wielki Szpitalnik Jarosław, ze zrozumiałych względów, zainteresował się służbą zdrowia (szpitale psychiatryczne!) i teraz jeżdżąc po kraju straszy lud nasz ciemny i głupi, że Bronek chce te szpitale prywatyzować, zapominając przy tym, jak to u niego w zwyczaju, co partia Polecieli i Spadli sama proponowała w tym temacie... A ja już widzę, jak to Jarosław, Bielan, Kurski czy Kamiński leczą się w tych państwowych szpitalach... Obłuda, kłamstwo i świństwo. Ale ciemny lud to kupi...
Najzabawniejsze są jednak umizgi obu kandydatów do Napierlaszczaka, aby zyskać poparcie tzw. elektoratu lewicowego? Ale kim na boga jest ów lewicowy elektorat? W III RP w tym cywilizacyjnym zadupiu Europy, lewica skończyła się w roku 1948, po kongresie zjednoczeniowym PPR i PPS. Doszło tu do jakiegoś makabrycznego poplątania pojęć. Prawdziwych socjalistów komuniści albo zamordowali, abo zmusili do milczenia. Od tamtego czasu mamy tu tylko jakichś pogrobowców stalinizmu, spadkobierców zbrodniczego reżimu, którzy dalej pieprzą o równości szans, pomocy dla najbiedniejszych, sprawiedliwszego podziału dochodów. Frajerom rzuci się ochłap jakiejś wyborczej kiełbasy, a partyjni bonzowie będą w między czasie kradli na potęgę, obsadzali stołki swoimi kumplami i grabili co się da. Kaczyński zaklina się, że serce ma po lewej stronie, już nie mówi odsądza komunistów od czci i wiary, nie żąda delegalizacji SLD, ale dostrzega konieczność istnienia lewicy, niczym Michnik Adam w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
A Napieralskiego, ani to nie obrzydza, ani nie dziwi. Pamięć o samobójstwie Barbary Blidy zaszczutej przez organa IV RP, znikła w imię partyjnych interesów. Zresztą, wspomniane tu już łajdackie przejęcie TVP i PR przez spółkę z ograniczoną poczytalnością SLD PiS, dobitnie dowodzi, że oba te polityczne gangi gotowe są na wszystko byle dorwać się do władzy, wpływów i pieniędzy.
I nie łudźmy się, i w tej grze nie chodzi o żadną Polskę, tu liczy się skok. Na kasę.
P.S. Ciekawym problemem politycznym jest obecność naszej osławionej armii w Afganistanie, po wystąpieniu szefa BBN generała Kozieja. Nareszcie ktoś miał odwagę powiedzieć prawdę i o NATO i o Afganistanie, choć patrioci z "Gazety Wyborczej" ustami niejakiego Wrońskiego próbują ludziom robić wodę z mózgu w imię tzw. racji stanu. Tak jak tzw. Ludowe Wojsko Polskie zaprawiało się do boju strzelając do robotników, czy pacyfikując Czechów, tak armia III RP doskonali swą gotowość bojową zabijając afgańskich wieśniaków. Bo boju!
Siemasz,
Nie mogłem pisać, bo garowałem 20 wojtków od gwizdka do gwizdka. Było tak: Miałem na kwadracie dwa łajdaki na gigancie. Git towar. Kirzyliśmy zdrowo od tygodnia, ale brakowało już hajcu na naftę, więc naplułem tej rudej w baniak, tak że połknęła tekst dokładnie i kopsnęła kudłatą do pasera. I git. Ale potem przyszedł Gieniek z jednym takim małolatem w oryginałach i przynieśli błoto. Obskoczyliśmy z tą małą po patyku, Gieniek przejechał ją parę razy sucharem, a ja pchnąłem małolata w jedno miejsce, żeby zastawił moje sztany i glany i kupił ile się da pykówki, bo by na kirę już nie starczyło.
Małolat musiał gdzieś po drodze ostro przyprawić, bo jak wrócił, był już zupełny bejc, ale drzewo przyniósł, a również dyktę i szlugi. Więc żeśmy jarali, trochę kadzili no i koziołkowali do spodu, a Gieniek nawijał po swojemu.
I byłoby git, bo wróciła ruda z sarką, ale małolatowi odbiło po jemiole, przypiął się do dynsku, przekoziołkował całą flaszkę w łazience, wpadł mordą w bardachę i tak zasnął w opakowaniu, a to, co zostało, obskoczył Gieniek, tak że ja nic nie dostałem.
I dobrze się stało, bo jak się rano okazało, Gieniek sie o mało nie przekręcił i go wzięli na gwałtowny, a małolat normalnie uderzył w kalendarz.
Na śledztwie ja szedłem w zaparte, ale ta ruda się przypucowała i przy okazji wygruzowali mi te beczki i cały blit, co miałem na przechowaniu. Potem zrobili mi złącz i dlatego taka pajda. Teraz już znowu git. Mam komarunek, ale muszę sie z Tobą zobaczyć, bo mam rozmowę i potrzebuję herbatnika.
Wolę się witać.
Kima. (moja nowa ksywka)
Adresat: Padluch. Po srebrnym weselu.
Nadawca: Zgred. Z twarzą cwelowatego małolata. Parówa.
Ciekawe kto z PT Czytelników zgadnie czyj jest ten zabawny tekst, a właściwie list? Napisany został tzw. grypserą (nie mylić z kminą), czyli więzienną gwarą różnego autoramentu żulii, oprychów i bandytów. Grypserą posługiwali się też tak zwani gitowcy, czyli bandycka subkultura rozkwitła na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia (sic!), długi czas tolerowana przez komunistyczną władzę jako swoisty bicz boży na inteligencką młodzież (czyli frajerów), którzy swoją postawą, ubiorem (długie włosy, hippisowskie stroje) oraz zainteresowaniami (zachodnia muzyka, ruch hippisów) kontestowała komunistyczną, gierkowską rzeczywistość. Gitowcy, z reguły młodzież z biednych, często przestępczych środowisk, szczerze nienawidzili hipów i często dochodziło do pobić, napadów czy regularnych bójek.
Gitowcy, aby odróżnić się od frajerów, dziargali się czyli tatuowali, wtedy jeszcze dyskretnie kropką pod prawym okiem. Ci z więzienną przeszłością mieli inne jeszcze oznaki chwalebnych lat, np. stopnie wojskowe wydziargane na klacie (im wyższy, tym ważniejszy w hierarchii), tajemne znaki na dłoniach, albo wówczas jeszcze bardzo prymitywne, wkłute przez domorosłych artystów przeróżne kotwice, skrwawione serca, gołe baby, kwiatki, usteczka.
Dziś tatuowanie przybrało rozmiary manii i zupełnego skretynienia, bo tatuaż nie jest obojętny dla skóry i zapewne zyska na walorach, na starość, gdy skóra zwiotczeje( choć niektóre prace wzbudzają szacunek).
Ciekaw kto wpadł na pomysł, aby ludzkie ciało ubarwiać malunkami? To też przykład bezrozumnych zapożyczeń z prymitywnych kultur, choć tam pełnił funkcje rytualne i magiczne, a dziś jest symbolem głupoty i kiczowatego zwracania uwagi bliźnich.
Inną rozrywką gitowców świadczącą rzekomo o ich męskości, determinacji i odporności na ból było robienie sobie sznytów, czyli chlastanie się. Chlastano się, czyli cięto sobie na przedramieniu głębokie rany (żyletką, nożem, czasem nawet kawałkiem szkła) z rożnych powodów: z miłości (dowód poświęcenia), z rozpaczy, aby zaimponować kolesiom czy dziewczynom. Był to dobitny dowód skrajnego idiotyzmu i jakieś wyjątkowo głupkowate zapożyczenie z rytuałów inicjacyjnych dzikich plemion, czy Indian. Musi jakiś matoł przeczytał kiedyś może Winnetou i spodobało mu się to. Było to tym bardziej dziwaczne, czy git ludzie pogardzali innymi nacjami, nieświadomie jednak naśladując zwyczaje swoich wrogów.
Zresztą, kto by od tych matołów wymagał jakiejkolwiek refleksji. Ich świat był prosty, wprost manichejski po jednej stronie oni, a reszta świata frajerska. Frajera albo chama można było pobić, okraść, zabić, bo nie przedstawiał żadnej wartości.
Grypsera, oraz kmina zupełnie niezrozumiały dla kogoś z zewnątrz język starych garowników- wywodzą się podobno z bandyckiej gwary rosyjskich urek tamtejszych bandziorów oraz tzw. błatnych czyli swoistej arystokracji przestępczej, którzy bałakali - czyli mówili swoim slangiem. Grypsera przeniknęła dość szybko do potocznego języka i dość długo na buty mówiono glany, na spodnie sztany
Przywędrowało to i do nas, zakorzeniło w więzieniach, a dziś manifestuje się to na przykład swoistą modą wśród blokersów czy dresiarzy i innych cwaniaczków, aby golić sobie łby i nosić dresy, nie tylko jako specyficzny strój organizacyjny ale w przekonaniu tych durniów, także szczyt elegancji i dowód zamożności, choć w większości te wszystkie najki, adidasy czy pumy to po prostu bazarowa tandeta, kupowana za grosze...
Na zachodzie krajowych nomadów made in Poland można doskonale poznać po tej bazarowej, śmieciarskiej modzie, okraszonej oczywiście szpanerskimi białymi skarpetami...
Niepokojącym zjawiskiem jest to, że te bandyckie i prostackie wzory zachowań czy mody przyjmowane są już nie tylko przez rozmaitych cwaniaczków, lumpów, żulię, ale znalazły naśladowców i uznanie wśród tak zwanych normalnych ludzi. Golenie głów na łyso pierwotnie zabieg mający pozbawić człowieka tożsamości - (bo wygoleni ludzie wyglądają tak samo, stają się masą, co świadomie robi się w wiezieniach czy w wojsku, a jeszcze dalej robiono w obozach koncentracyjnych) oraz zabieg higieniczny (żeby nie lęgły się wszy we włosach), stało się modne, rzekomo dla wygody (nie trzeba się czesać i tak często myć włosów). Jednak ci naśladowcy nie wiedzieli no bo i skąd? - skoro głupota i prostactwo stają się normą, że uczestniczą w swoistej degradacji kultury i obyczaju.
W jednej ze swoich prac wybitny historyk brytyjski Arnold Toynbee zauważył, że przejmowanie wzorów kulturowych motłochu przez inne warstwy społeczne jest początkiem upadku każdej cywilizacji. I coś mi się zdaje, że to samo obserwujemy w naszym świecie.
Autorem pomieszczonego wyżej tekstu jest jeden z najwybitniejszych polskich satyryków Jerzy Dobrowolski, który na łamach satyrycznego tygodnika Szpilki (kto je dziś jeszcze pamięta?), na początku lat siedemdziesiątych XX wieku, pisywał takie groteskowe, kuriozalne i zabawne listy do innej wybitnej postaci polskiej stary Stanisława Tyma (jakby ktoś nie wiedział, to jest ten łysy gość grający główną rolę w Misiu Barei).
No to finiszujemy! Za chwile wybory, ale nadal jest nudno. Podczas niedzielnej debaty kandydatów można się było wyrzygać ze wstrętu: czterech półgłówków. Jeden gorszy od drugiego...
Po ponad miesiącu po tragedii pod Smoleńskiem Jarosław K. w pełni wrócił do władz fizycznych i umysłowych, to znaczy że znowu jest sobą, czyli krzykliwym paranoikiem, jakiego znaliśmy od dłuższego czasu. Przypuszczam, że jeśli dojdzie do drugiej tury a dojdzie na pewno to zobaczymy Brata Pańskiego w pełnej krasie napadów obłędu i fobii. Przemienienie Pańskie diabli wzięli i okazuje się, że Jarosława nie dobije się ani kijem, ani pałą, on jest niereformowalny i niezniszczalny.
Sztab wyborczy izoluje świadomie Jarosława od dziennikarzy, bo wiadomo że ten puszczony na żywioł chlapnął by jakaś bzdurę w napadzie paranoicznego szału i problem gotowy...
W kampanii Jarosława najbardziej rozbawił mnie jego spot wyborczy, podczas którego sadzi dęby, niby jako symbol siły, zdrowia historycznych tradycji (ten dąbczak zresztą, jak pokazano w TVN, szybko szlag trafił, czyli z Jarosława żaden tam ogrodnik!). Ale chłopina wystawił się nie tylko tym na pośmiewisko, bo sadzenie drzew przypomina stare przysłowie, że prawdziwy mężczyzna powinien w życiu: zasadzić drzewo, spłodzić syna i zbudować dom.
Jarosław, gościu już po sześćdziesiątce, zamierza zostać prawdziwym mężczyzną... Drzewo zasadził, zostaje więc mu spłodzenie syna z kim i kiedy? (posłanka Szczypińska ze względu na wiek odpada...) oraz budowa domu. Domu w zasadzie budować nie musi, bo komuniści podarowali ojcu Jarosława po wojnie aktywnemu utrwalaczowi władzy ludowej na niwie intelektualnej wygodną willę w ekskluzywnej dzielnicy Warszawy, gdzie obaj Bracia rośli niby te pączki w maśle, odizolowani od powojennej biedy i niedostatku.
W zadzie więc dziejowym zadaniem Jarosława jest pro-kreacja... Może jakieś in vitro?
Brniemy w to dalej.
W kampanii mamy jak nie kolejne gafy Bronka, to nieszczęsny samolot, albo powódź.
Pora wreszcie postawić kropki nad i. Jak u blond wielbicielki butów...
Przyczyny powodzi są dwie: pierwsza to Aniołowi Pańscy płaczą rzęsiście w Niebiesiech po śmierci Onego i stąd ten deszcz. Tylko jest problem teologiczny skoro Żywot Wieczny jest celem życia katolika, to czemu te Janioły chlipią? Może im Zwierzchnik jednak nie przypadł do gustu?
Powód drugi powodzi Tusk Donald. Wiadomo, że rzeczony jest Płanetnikiem, a zmory te latają na chmurach i deszcz spuszczają. No i do tego tajemniczy Don Pedro Karrramba, szpieg z Krainy Deszczowców. I nieszczęście gotowe!
Dziwie się, że żaden redaktor Warzecha, albo inny Prawdziwy Polak Janke czy na to nie wpadli.
Katastrofa pod Smoleńskiem. To nie żadne ruskie z katiuszy ów samolot zestrzeliły, tylko Radek S. W myśliwcu F16, bo wszystkie przecież widzieli nie tak dawno, jak ów Radosław do tego samolotu wsiadał. No i we mgle zestrzelił Niebożęta, bo Radosław przecież miał na pieńku z Panem Prezydentem, a na dodatek to przecież talib jest, co w Afganistanie był, wypasiony na naszej słowiańskiej krwi alkaida. Zdrajca i sprzedawczyk!
Inną sprawą jest to, że owe nierozpoznane rzekomo głosy w kokpicie TU154 to należały, jak świergocą wróble, do Stasiaka i Szczygły, i to oni szarogęsili się na pokładzie, a jest to tym bardziej prawdopodobne, że najbliższym pomieszczeniem kokpitowi pilotów była... salonka prezydencka.
Jeśli ktoś sądzi, ze te teorie Radka myśliwca są zupełnie dojechane, to się myli. One są tak samo prawdopodobne, jak inne bzdury wypisywane przez przez Fakt, Gazetę Polską, śledztwa dziennikarza Wiadomości Telewizji za przeproszeniem Publicznej, niejakiego Pyzy Marka czy pogadanki Rydzyka ojca.
Ostatnimi słowami pilotów przed katastrofą, według szmatławca Fakt, tak bardzo sprzyjającego Bratu Pańskiemu, miały być... o Jezu,o Jezu, a na taśmach z czarnych skrzynek jest, niestety, ...o k...
Zresztą paranoja, która po rządach braci Kaczyńskich, stała się normą w rozumowaniu przeróżnych dziennikarzokarzełków i kapciowych PiSuaru, ma swoje tradycje.
Ot, choćby teorie niejakiego Baliszewskiego Dariusza, historyka, że np. gen Sikorskiego to zamordowało komando polskich sił specjalnych... Albo teoria kilku debili jednej z telewizji komercyjnych, podparta autorytetem niejakiego Żaryna, profesora, koryfeusza IPN, że księdza Popiełuszkę wcale nie zamordowali Piotrowski, Chmielewski i Pękala, bo te zbiry tylko porwały księdza, aby go przewieść potem do tajnej kwatery KGB w Kazuniu, gdzie ruscy siepacze mieli torturami zmuszać księdza do współpracy z KGB. Rola naszych ubeków ograniczyła się do wyrzucenia ciała do rzeki. Tak to IPN, poronione dzieło partii Pe Zero (PO) i partii Polecieli i Spadli, potem już tylko instrument w politycznych walkach PiSuaru na haki (m.in. użyte swego czasu do próby skompromitowania ś.p. Andrzeja Przewoźnika),instytucja powołana do tropienia zbrodni komunizmu wystawiało alibi ubeckim zbrodniarzom.
Niedowiarki powinny po wsze czasy zapamiętać cytat z księdza Tischnera: jest cała prawda, święta prawda i gówno prawda....
Po enuncjacjach chorych umysłów mnie w tym kraju już nic nie potrafi zadziwić. Wszystko jest możliwe.
Wypytywanie przez dziennikarzy (najpierw Super Express! A potem Fakt!) Jarosława K. o to czy jego Matka wie już o śmierci swojego syna Lecha, uważam za przejaw wyjątkowego zdziczenia obyczajów. To że Jarosław K dopuścił do zadania tego pytania (a wiadomo, że Jarosław temperament ma, w kaszę sobie nie da dmuchać, pytań narzucać, ale ten temat on sam rozpoczął!!!) i zdecydował się opowiadać o tych intymnych sprawach jego rodziny, jest dla mnie zupełnie zdumiewające! I przekracza ludzkie, normalne postrzeganie spraw.
Są w życiu człowieka wartości naprawdę istotne , żeby nie powiedzieć święte a jedną z najważniejszych jest Matka, miłość i szacunek dla niej. Jak więc jest to szacunek skoro Matka, jej zdrowie i emocje, stają się przedmiotem publicznej debaty?
Jakiż to syn jest, który pozwala, aby jej sprawy były przedmiotem chorobliwej ciekawości gawiedzi?!
Stan zdrowia pani Kaczyńskiej i to, że zdecydowano się na przekazanie jej tragicznych informacji nie jest sprawa polityczną. Uważam, że Matka jest i powinna być politycznym tabu, w tej sytuacji szczególnie.
Podejście Jarosława i jego współpracowników do tej sprawy (m.in. wzmiankowanego tu już wcześniej wyjątkowego łachudry, niejakiego Poncyliusza) świadczy albo o moralnym idiotyzmie całego tego środowiska, albo o odrażającej i cynicznej politycznej grze, w której dla politycznych korzyści nie cofa się przed niczym i wykorzystuje dosłownie wszystko: śmierć Brata i chorobę Matki. Jarosława K. do władzy miałby wynieść żal i współczucie jego stronników. Ot i cały program!
Wydaje się, że w sztabie politycznym Jarosława K., zapewne nie bez konsultacji z nim, bo jakże by inaczej, wysnuto wniosek, że skoro katastrofa samolotu straciła swój emocjonalny potencjał, to być może emocje gawiedzi rozbudzi sprawa ciężko chorej, starszej kobiety.(znamienne jest pomieszczenie tych informacji w tzw. bulwarówkach czytywanych przez moherów i innych stronników partii Jarosława)
Zresztą, o tym że całe środowisko PiSuaru a nazwa przecież zobowiązuje! - nie ma żadnych hamulców moralnych i w walce o władzę nie cofa się przed niczym, świadczy też przykład poprzedniej kampanii prezydenckiej i tzw. ksero Kurskiego, gdzie czołowy propagandzista Jarosława K. przygotował listę tak ulubionych przez Braci Mniejszych haków był wśród nich osławiony dziadek z Wermachtu oraz brak ślubu kościelnego państwa Tusków.
Sprawa ta jednak raz jeszcze prowokuje pytanie kim jest naprawdę Jarosław Kaczyński? Coraz bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że jest to człowiek chorobliwie ogarniętym pożądaniem władzy. Świadczy o tym m.in i to że mimo przygniatającego nieszczęścia zdecydował się na udział w wyborach i że jako temat wyborczy pojawia się stan zdrowia jego Matki.
A jeśli cofnąć się dalej, ot, choćby do okresu rządów PiSuaru, to o pożądliwości władzy świadczy także potraktowanie przez Braci Mniejszych studniówkowego fordansera nieszczęsnego Kazia Marcinkiewicza. Przecież Kazio był jednym z najwyżej ocenianych premierów III i IV RP, pupilem opinii publicznej, a notowania PiSuaru stały wysoko. Pełen sukces! Czym więc jak nie zazdrością i zawiścią podyktowana była zaskakująca dymisja? (Późniejsza polityczna i życiowa degrengolada Kazia wcale nie musi świadczyć o trafności politycznych decyzji Braci).
Skoro jednak sam Jarosław K. nie cofa się przed niczym w kampanii, to może czas najwyższy postawić i takie oto pytanie?
Panie Kaczyński, jeśli Pan zdecydował się startować w wyborach na najważniejsze stanowisko w RP, a w całym cywilizowanym świecie kandydaci na wysokie stanowiska państwowe są szczególnie sprawdzani, to proszę powiedzieć: dlaczego jest Pan mężczyzną samotnym? Dlaczego w Pana życiu nie było nigdy żadnej kobiety? Co jest Pana życiowa namiętnością? Jeśli nie rodzina i kobiety, to co?
Nie wywoływało by we mnie zgorszenia czy oburzenia, gdyby natura skierowała Pana libido w inną stronę, gdyż w odróżnieniu od części Pana politycznych stronników, wcale nie uważam odmiennej orientacji seksualnej, za zboczenie. Ale chciałbym wiedzieć z kim tak naprawdę mam do czynienia? Nie chciałbym wybierać przysłowiowego kota... w worku!
Bo do tej pory wydaję mi się, że jedynym co Pan kręci jest władza. A to ni jak nie jest sympatyczne...
Historia bowiem aż nadto dobitnie uczy, że ludzie ogarnięci żądzą władzy są niebezpieczni. Dla społeczeństw, którymi rządzą...
Kaczyński na prezydenta?! A takiego przeciwpowodziowego wała!
- Panie, woda mi się leje!
- I musi się lać! Dana woda napotykając na szczelinę, czyli otwór, wylewa się. Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb!
No i zalało nas cudnie! Akurat w środku kampanii prezydenckiej i wszystkie plany wzięły w łeb!
Premier Tusk przyobleczon w lichą kurteczkę wyruszył z gospodarską wizytą na zalane tereny, i już bez złośliwości, Donald jak na razie spisuje się nieźle. Chłopina ma przechlapane w tym roku bo najpierw długa i śnieżna zima, potem katastrofa pod Smoleńskiem, a teraz wielka woda. Do kompletu nieszczęść brakuje tylko suszy i plagi szarańczy... Ale toć to Tusk przecie jako pierwszy przyznał, że politycy to klasa próżniacza, więc teraz musiał wziąć się do roboty...
W obrazie tego całego nieszczęścia najgorsze jest to, że ludzie nie chcą się ewakuować, obawiając się kradzieży. Paranoja totalna! Kto i kiedy miałby ich okraść. Chyba sąsiedzi. W mentalności społeczeństwa tkwi chyba jakiś atawizm pamięć o wielkim szabrze powojennym i absurdalna plotka. A efekt tego jest taki, że sprzęt i ludzie zamiast być przerzucani w inne, bardziej zagrożone tereny, muszą się trudnić obsługą na zalanych terenach.
Polityka rozpłynęła się wraz z falą powodziową. Najbardziej bezradny jest jest Nieutulony w Żalu, gdyż spieprzyły mu się plany. Zamiast jechać dalej na katastrofie samolotu i swoim smutku, teraz zachęca do wsparcia powodzian. Zacny apel, może więc wreszcie posłowie partii Polecieli i Spadali oddadzą te 300 złoty, które swego czasu wyłudzili z sejmu...
Jednak naiwny byłby ten, kto by pomyślał, że Hodowca Zwierząt Futerkowych przeszedł był wielką psychiczną przemianę, bo tragedii, która go dotknęła. Bo wciąż nurtujące jest pytanie: czy Wielki Sternik wystartował w wyborach dlatego, że nade wszystko pożąda władzy, czy też dlatego, że uległ presji swojego środowiska, które stanęło przed perspektywą utraty stanowisk, pieniędzy i wpływów i wystartować musiał.
Bo oto toczy się przedziwna gra: Mały Rycerz udaje zatroskanie i spokój, a za jego plecami i pewnie z jego poduszczenia, harcują pretorianie. Najbardziej efektywni i widoczni są tak zwani dziennikarze niezależni, którzy udając swoją rzekome niezaangażowanie i obiektywność wykuwają atmosferę wyborczą nachalną propagandę.
Ot, kilka przykładów: Prawdziwy Polak, Janke Igor - par excellence żurnalista niezależny, prowadził tak obiektywne audycje poranne w radio TOK FM, że obrzydzeni słuchacze wymusili na szefostwie tego radia odprawienie Jankego.
Szefem redakcji Wiadomości TVP został jeden z braci Karnowskich Jacek . Widać wiszenie u klamek prezydenckiego Pałacu i pisanie wiernopoddańczych adresów na cześć Nieboszczyka nie poszło w niepamięć i przyniosło znaczące apanaże i wpływy.
To, co się dzieje w opanowanej przez czerwoną i czarną sotnię publicznej telewizji - każdy widzi.
Drugi z braci Karnowskich Michał wszedł wraz z komisarzem PiSuaru, niejakim Sobalą , do radiowej Trójki, by tam wprowadzić jedynie słuszna linie polityczną czyli apoteozę dorobku Pana Prezydenta i geniusz Jego Spadkobiercy - Wielkiego Brata. Plany o mało nie wzięły w łeb, bo i dziennikarze, i słuchacze się zbuntowali, ale Sobala i Karnowszczak się ostali. I propaganda idzie całą parą.
A chodzi o to jak to napisała dzisiejsza Polska The Times - aby przedstawić Brata Pańskiego jako przy wódce na ciężkie czasy. Męża opatrznościowego... Jak kto ma problemy z pamięcią to pewno uwierzy. Jednak głównym zajęciem Jarosława za jego groteskowego premierostwa było szukanie układu. Jak już go znaleźli to okazało się, że u siebie. A potem z hukiem i smrodem cała koalicja z Samoobroną i LPR się zawaliła.
Teraz ma być lepiej. Ciekawe dlaczego?
Cały Naród został przybity po katastrofie...
I cały Naród wziął był zadawać pytania: co spowodowało tę tragedię? Szukając odpowiedzi, pominął tą najprostszą, że katastrofa owa to efekt funkcjonowania tego państwa zwanego już to III, już to IV RP czyli państwa dziadowskiego, gdzie władzę sprawują kolejne zgraje partyjnych obwiesi dbających li tylko o własny interes, pojmowany w perspektywie co najwyżej kilku lat, kiedy to trzeba nakraść i zakombinować na tyle, aby starczyło na lata posuchy, kiedy kolesie z wrogich ekip dorwą się do władzy, wypieprzą starych, by teraz samemu się nachapać.
Więc te bandy pazernych durniów ani myślały by kupić nowe samoloty, może nawet myślały, ale bały się tego, że gdyby podjęto decyzję to tzw. opozycja rozdarła by mordę, że tu jakieś szwindle, przekręty, afery bo przecież złodziej złodzieja poznaje od razu, więc każdy się bał, bo i Naród podburzony przez dziennikarskie prostytutki mógłby groźnie zawarczeć, że na tu, kurna, na chleb braknie, a oni se samolociki kupują.
Łatano więc te kupy złomu, sztukowano, poprawiano...aż się stało...
Pośrednimi sprawcami tej tragedii, z powodu haniebnego zaniechania, są więc i premier Buzek, i Miller Leszek (który na własnej skórze doświadczył efektów tego dziadostwa i słusznie mówił, że wymienią ten szmelc dopiero wtedy, jak ktoś zginie ), i Kaczyński Jarosław (rządził w okresie wspaniałej koniunktury, a jego Brat nadal latał tymi wrakami), i Tusk Donald - bo i jego rząd także unieważnił przetarg na samolot dla VIP-ów.
W normalnych krajach samoloty przewożących oficjeli prowadzą piloci około pięćdziesiątki, z wylatanymi, co najmniej, 5-7 tys. godzin. U nas takich pilotów po prostu nie ma. Dlaczego? Bo kolejni ministrowie obrony bez pardonu wyrzucali takich do cywila, gdyż wszyscy, za prl-u byli w partii, nie żeby zaczadzieli od komunizmu, ale w większości dla świętego spokoju. I tak, dla ideologicznego obłędu, pozbyto się setki najwyższej klasy specjalistów.
Sami sobie nasi władcy wystrugali tę trumnę, szkoda gadać!
Klasa polityczna po niewczasie i ze zdumieniem skonstatowała, że tak jak reszta ludzi, jest śmiertelna i na ocenę ich - pożal się boże dorobku - wcale nie trzeba czekać latami, bo nieszczęścia przydarzają się znienacka i nikt nie może być pewien, komu jest z brzegu...
A teraz mamy kolejne igrzyska. Wybory.
Zarządzać nami ma albo miły facet o wyglądzie i mentalności wiejskiego szewca, albo pogrążony w żałobie, Brat Pański, w lepszych czasach wykazujący objawy postępującej paranoi. Teraz pozujący na pianistę amatora, albo alter ego premiera Tuska. Swoją drogą, to ja ni jak nie mogę pojąć, jako normalny człowiek po tragicznej utracie ukochanego brata, przy ciężkiej chorobie matki chce się dalej babrać w tym politycznym szambie? Jednak czy cokolwiek tu jest normalne?
Podobno Jarosław ma zrealizować polityczny testament Nieboszczyka Pana Prezydenta, tylko za IV RP jakoś tak było, że to Pan Prezydent realizował idee Wielkiego Stratega. Ba! Toć Pan Prezydent sam, publicznie meldował Panu Prezesowi wykonanie zadania zdobycia prezydentury, a i nie raz w ważnych momentach, choćby podczas negocjacji w Brukseli, swoje decyzje podejmował po telefonie do Wielkiego Sternika, więc jaki u licha testament teraz Jarosław ma realizować?
Przecież analizując bez emocji prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, ze smutkiem trzeba skonstatować, że poniósł on klęski na wszystkich politycznych polach: w sprawie Ukrainy, Gruzji, Litwy, jedyne co się udało to poprawne stosunki z Izraelem...
Najzabawniejsze jest to, że ludziska się tą wyborczą farsą fascynują. Ale czemu tu się dziwić: jaki kraj tacy kandydaci...
Bo kogoż w tym dziadowskim państwie żeśmy mieli? Najpierw nieco groteskowego Generała, który po latach przejrzał na oczy, potem gburowatego Elektryka ogarniętego manią wielkości, po nim był cwany Pijaczek, którego zastąpił chimeryczny Safanduła, kreowany na męczennika.
Tak więc dwaj głowni rywale od tego żałosnego wzorca nie odbiegają.
Piękna jest też cała kampania: jedni jadą na żałobie, drudzy na licznej rodzinie i koligacjach. Co by tu nie gadać, wcale zacnych (choćby gen Bór-Komorowski).
Ale ogólnie: zionie nuda. Sztab Brata Pańskiego ustami chamskiego rzecznika niejakiego Poncyliusza, zakomunikował PT Społeczeństwu, że jedynymi i prawdziwymi spadko-biercami żałoby jest partia Polecieli i Spadli, a cała reszta ma w tym temacie siedzieć cicho. Brata Pańskiego w tej walce wspierają liczne zastępy Prawdziwych Polaków, które uformowały się tuż po tragedii, nakazujący wszystkim wątpiącym w Wielkość Poległego pokutę i nawrócenie, abo wykluczeni ze wspólnoty Prawdziwych Polaków, której przewodzą redaktorzy Pospieszalski, Janecki, Warzecha, Janke, Terlikowski, literaci Wolski Marcin, Rymkiewicz dwojga imion Jarosław Marek, naukowiec Krasnodębski i cała czereda innych. Prawdziwym salonem elity stał się salon... internetowy Salon 24, internetowa inicjatywa redaktora Janke Igora (totumfackiego redaktora Pospieszalskiego, więc i tu sami swoi...)
A ja jakoś zapomnieć nie mogę, tego że kiedy Rydzyk zelżył publicznie Panią Prezydentową kobietę prawa, inteligentną i zasługującą na najwyższy szacunek - to nikt z tych Prawdziwych Polaków, łącznie z Bratem Pańskim, nie odważył się na ostry i stanowczy protest w obronie czci Pani Prezydentowej, po prostu z politycznej kalkulacji, albo ze zwykłego tchórzostwa woleli zamilczeć...
Naprawdę guzik mnie obchodzi który z dwóch głównych kandydatów wygra. Żaden nie jest z mojej bajki. Pogrążeni jesteśmy w jakimś obłędzie, gdzie posłuch znajdują przeróżni pajace i błazny, nie warci nawet machnięcia ręką, a tu znajdujący publiczny poklask i zwolenników, że przypomnę choćby groteskowego premiera Marcinkiewicza (zamilczę już o Stanie Tymińskim), który miał gigantyczne poparcie społeczne, a po emigracji do UK (gdyż Bracia Mniejsi tak jak szybko wynieśli Kazia na premierostwo, tak samo rychło go wypieprzyli) i romansie z niejaką Izabell, stał się pośmiewiskiem... Zresztą, jako społeczeństwo zasłużyliśmy sobie na takie barachło.
I zaraz mi się przypomina cytat z generała De Gaullea: Nasz naród ma dokładnie to, na co sobie zasłużył, a zwłaszcza ma swoją elitę taką, jaką sobie sami wybrał. Jeżeli mamy zła elitę, to przecież dlatego, że źle sobie ją wybraliśmy. Mamy armię taką, na jaką zasługujemy. Jeżeli sami jesteśmy żałosnymi nędznikami, to i nasz rząd jest żałosny, armia i elita społeczna tak samo nędzna.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Joachim Brudziński cham i prostak swego czasu powiedział jedną rzecz, z która akurat się zgadzam, że Tusk premier jest premierem dziadowskim, a III RP jest dziadowskim państwem. Tu potrzebna była by glossa, ponieważ dziadowskimi premierami byli prawie wszyscy poprzednicy Tuska, a degrengolada III RP rozpoczęła się już przy jej tworzeniu.
Liberalny wikary Tusk po prostu zbiera cięgi i za swoje winy ( a ma ich sporo na sumieniu) i za grzechy poprzedników, z których największym dezintegratorem był premier Buzek wespół z prof. Balcerowiczem, dziś robiącym za świętą krowę III RP, choć mało już kto pamięta sławne schładzanie gospodarki przez profesora na przełomie wieków. Wtedy po raz pierwszy kryzys finansowy uderzył nas po d...
Cała zabawa w politykę w III RP polega na udowadnianiu, że nasi kumple, są lepsi od kumpli konkurencyjnego gangu partyjnego, choć różnica między tymi gangsterami na państwowych posadach jest żadna: czy to będą kolesie z SLD, PO czy PiSuaru, są tak sami głupi, niedouczeni, bezczelni i zdemoralizowani.
Ich sukcesy to rozpieprzenie absolutnie wszystkiego co było można: koleje, wojsko, sądy, prokuratury, służba zdrowia, oświata, badania naukowe, administracja publiczna. Do wyboru do koloru.
W tej chwili trwają pierwsze przedbiegi przedwyborcze i czarownie PT Publiczności: a to nową lewicą, czyli SLD, a to nowym prezesem Kaczyńskim który pewno nawącha się znowu jakiegoś kleju i doświadczy odmiennych stanów świadomości, a to nową partią - PJN kochająca Małego Geniusza inaczej...
Za to wiosną nasze życie publiczne wzbogaci się o nowe jasełka: pierwsza rocznica katastrofy Smoleńskiej, gdzie nic nie wiadomo: kto z kim?, kiedy?, gdzie?,dlaczego?, jak?, bo to świetna okazja by na trumnach tragicznie zmarłych osób zbić kapitalik polityczny.
No i beatyfikacja Papieża Naszego, gdzie Rodacy już się szykują na wyjazd do Watykanu. Feta będzie świetna, znowu padną deklaracje o miłości i pojednaniu, by po dniach paru znowu chwycić się za łby i tarzać w krajowym, politycznym szambie. Przybędzie pewno pomników, kościołów, szkół i ulic imienia JP II, rozumu ani krztyny.
Bo tam gdzie kończy się rozum, tam zaczyna się Polska...